poniedziałek, 5 grudnia 2016

18. Tata

Wkrótce zaczęła mnie dopadać depresja. Od zawsze byłam córeczką tatusia, a teraz. Nowie miejsce, nowy pokój, brak znajomych, brak przyjaciół, brak... taty. Byłam tylko ja i mój brat. Przeciwko nowemu otoczeniu oraz przeciwko mamie i jej kochankowi. Zajmowałam się bratem, robiłam co mama kazała i tyle. Wieczorami kiedy nikt nie patrzył siedziałam i płakałam pisząc z tatą przez aplikacje, bo smsy mama zawsze mogła przeczytać i pewnie tak jak przy rozmowach z ciocią czytając je ukarałaby mnie. Ten okres smutku nostalgii i depresji przerwało... pierwsze spotkanie z tatą. Umówiłam się z nim i się zobaczyliśmy. Spędziliśmy czas naprawdę miło. Po prostu razem, śmiejąc się i ciesząc się swoją obecnością. Kupiliśmy sobie po lodzie. A potem tata zaproponował mi, że pokaże mi jak ruszyć samochodem, miałam przy tym naprawdę dużo zabawy. Słuchałam uważnie jego instrukcji, ale mimo to z piskiem opon ruszałam tak, że tata odbijał się od oparcia w momencie gdy silnik samochodu gasł. Po tym spotkaniu umówiłam się z tatą na jeszcze kilka spotkań. Było super cieszyłam się mogąc się z nim widywać. Mój brat też chciał się z nim zobaczyć. To było oczywiste, też bardzo tęsknił za tatusiem. Wszystko więc zorganizowałam, pytałam tatę kiedy będzie mógł najszybciej wyjść z pracy by się z nami spotkać powiedział, że około godziny 19:00, powiedziałam to mamie, nie chciałam mieć problemów, że "decyduje za nią". Powiedziała, że jasne możemy się z nim spotkać ale o 19 to za późno. to samo powiedziałam tacie, odparł mówiąc, iż naprawdę nie może urwać się wcześniej. Powiedziałam mamie, że jeśli się nie zgadza to nie zobaczymy się z tatą bo nie może wcześniej wyjść z pracy. Byłam zła na mamę, że nie pozwala nam się z nim spotkać. W końcu Dawidka i tak i tak kładłam spać o 21. A w takiej sytuacji choćby godzina z tatą byłaby cenna. Nie minęło 5 minut od momentu gdy napisałam tacie , że o 19:00 się nie spotkamy, gdy ten do mnie zadzwonił. Okazało się bowiem, że mama do niego zadzwoniła i zaczęła się wydzierać, że umawia się z nami a teraz nie chce z nami iść. Byłam po prostu wściekła. Wszystko, ale to wszystko przękręciła tak, by to tata był winien...

wtorek, 22 listopada 2016

17. Nowy dom?

Parę dni później, mama obudziła mnie dość wcześnie bo około 8 rano. Kazała zrobić to co zawsze przyszykować bratu śniadanie zająć się nim, a potem od razu się ubierać i iść z nim na dwór. Nic nie rozumiałam, zrobiłam co kazała, ona cały czas rozmawiała przez telefon, z różnymi osobami, jak mi się wydawało. Kiedy zaczęłam się ubierać i pomagałam bratu pakować zabawki na plac zabaw zrozumiałam co się dzieję. Do domu wszedł jej kochanek z bratem i "ciocia" czyli stara koleżanka mamy. Weszli z workami na śmieci. Koleżanka mamy zaczęła pakować wszystko jak leci do worków a mężczyźni zajęli się pralką, którą trzeba było wyjąć z zabudowy. Mama kazała mi się pośpieszyć i wychodzić, nie oddała mi telefonu, nie wiedziałam co robić, nie mogłam zadzwonić do taty. Miałam ze sobą tylko telefon który parę dni temu wyciągnęłam z szafki ze starociami i podładowałam, działał, ale pieniędzy na nim nie było. Dzięki sprytnemu trickowi podanemu mi przez koleżankę zadzwoniłam do niej na jej koszt. Wytłumaczyłam mniej więcej o co chodzi posiedziała ze mną po czym poszła do mojej mamy po mój telefon, pod pretekstem, że ja jestem z bratem i nie mogę go zostawić, no a chciałybyśmy sobie pogadać no i przecież musi mnie mama jakoś informować, co mam robić, kiedy wrócić, o ile w ogóle miałam wrócić. Udało się, plan zadziałał. Odzyskałam telefon. Chciałam zadzwonić do taty, ale on zrobił to szybciej, zadzwonił do mnie. Pytał co się dzieję. Powiedział, że ktoś do niego zadzwonił i powiedział, że ktoś demoluje dom. Powiedziałam mu tyle co wiedziałam. Tata musiał kończyć, żeby mógł się urwać z pracy i dojechać do domu. Czekałam, bratu się nudziło, a na dodatek jeszcze zaczęło padać. W końcu mama z kochankiem podjechali jego samochodem na plac zabaw i kazali nam wsiadać. Wszystko się wyjaśniło kiedy dojechaliśmy na miejsce. Okazało się, że tak jak myślałam, właśnie się przeprowadziliśmy. Weszliśmy do dużego bloku do mieszkanie a numerze 12. Tak naprawdę jeszcze wtedy nie wiedziałam nawet gdzie jestem, nie znałam tej okolicy...

sobota, 5 listopada 2016

16. "Policja będzie cię szukać"

Odebrałam, to była moja mama, powiedziała, że mam natychmiast wracać do domu i tyle. Zadzwoniłam do cioci, a ona kazała mi nie odbierać i się nie przejmować. Tak też zrobiłam, napisałam tylko sms do mamy, że wszystko jest ok i ma się nie martwić, ale tego co zrobiła potem się nie spodziewałam. Zaczęła do mnie wydzwaniać, ona i jej "partner" i wypisywać mi smsy, że jeśli nie wrócę do domu to narobi mi wstydu i zadzwoni na policję. Tak dosłownie to napisała, to nie moja interpretacja jej słów. Napisała "Jeśli nie wrócisz do domu i nie odbierzesz zadzwonię na policję i narobię ci wstydu, że policja będzie cię szukać". Nigdy bym się tego nie spodziewała. Spanikowałam. Znów zadzwoniłam do cioci powiedziała mi, że nie powinnam się poddawać, że Dawid jest pod jej ochroną a ona wszystko mamie wygarnie gdy ta wróci. Dodała też, że nie będzie mnie do niczego zmuszać i to moja decyzja. wystraszona postanowiłam załagodzić sytuacje. Zadzwoniłam do mamy, to nie była rozmowa, to była kłótnia. ona zaczęła mnie straszyć policją, a ja w płaczu prosiłam ją by tego nie robiła i tłumaczyłam jej, że to co robi nie jest dobre. Nie słuchała, w pewnym momencie powiedziała, że jak chce "tyle" wolności to mam trzymać się z tatą. Nie myślałam długo i powiedziałam, że w każdej chwili mogę zostawić Dawida u cioci pod jej dobrą opieką i iść do taty, zaczęła płakać i mówić, że jeśli naprawdę tego chcę to mam to zrobić. Uspokoiłam się trochę i rozmowa skończyła się na tym, że powiedziałam jej, że nigdzie nie idę jestem u znajomych, rozłączyłam się i zadzwoniłam do taty i poinformowałam go o całym zdarzeniu. Tata mnie wysłuchał choć nie chciał nic mówić by mnie nie nastawiać. Na drugi dzień o umówionej 10 byłam już u cioci. Mama napisała mi rano sms, że mam być w domu gdy wróci czyli około 13 jak twierdziła. Więc wróciłam do domu. gdy przyszła, wyrwała mi z ręki telefon bez słowa i poszła do łazienki. Wiedziałam co robi. czytała smsy moje i cioci. Wyszła z łazienki już bez telefonu nie oddała mi go, zaczęła mi wypominać, że dzieci tak nie robią, nie nagadują nikomu na swoich rodziców. Nie pozwoliła mi nawet odpisać na sms taty który zapytał jak się z bratem mamy. Zabrała mi telefon i zabroniła wychodzić na dwór.

15. Nareszcie ktoś mnie rozumie.

Dużo rozmawiałam i pisałam z ciocią, dowiedziałam się od niej, że mama obiecała jej nigdzie nie wyjeżdżać. Jej nastawienie do postępowania mamy sprawiło, że jej zaufałam, poszłam do niej z bratem na obiad porozmawiałyśmy i ciocia nas przygarnęła, aż do powrotu mamy. Wróciłam szybko do domu spakowałam parę rzeczy moich i brata i poszłam. Dawidek bawił się na dworze, a my i koleżanka cioci rozmawiałyśmy o tym wszystkim. Ciocia była naprawdę wściekła, mówiła mi, że wszystko mamie wygarnie i dzięki temu mama zrozumie co robi źle i będzie lepiej. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa ciocia zapewniała mnie, że będzie dobrze, że ona się tym wszystkim zajmie. U cioci była mi cudownie, zachowywała się jak prawdziwa mama, gdy byliśmy z bratem głodni próbowałam iść do kuchni zrobić kanapki, ale ona zawsze pytała mojego braciszka co ma ochotę zjeść i cokolwiek sobie zażyczył ona przygotowywała na obiad, gdy Dawid chciał iść na dwór przed blok siedziała godzinami przy oknie lub na ławce przy placu zabaw na którym się bawił i go pilnowała a mnie dosłownie wyganiała do koleżanek. Bardzo jej za to dziękowałam. Dzień przed rzekomym powrotem mamy dzwonili do mnie znajomi, wydzwaniali co chwilę prosząc mnie bym poszła z nimi do kolegi wieczorem na imprezę, a przyjaciółka do tego proponowała bym później poszła do niej na noc. Nie chciałam prosić cioci o tak wiele, miała problemy z kręgosłupem, a mój brat to istny wulkan energii, nie chciałam jej zostawiać z nim samej. Odmawiałam, ale ona po raz kolejny "kazała" mi się nie wygłupiać i iść się zabawić ze znajomymi. Upewniałam się milion razy czy aby na pewno to nie problem, czy nie zmieniła zdania. Ale ona uparcie mówiła, że tak i nawet dała mi 10 zł. Może to nie wiele ale dla mnie to było dużo, bo przecież tłumaczyłam jej, że nie potrzebuje bo to impreza i na pewno kupią coś do jedzenia i picia. Jednak po raz kolejny nie odpuściła w końcu wzięłam od niej pieniądze ale powiedziałam, że kiedyś jej oddam. Ciocia uznała, że byłoby fair gdybym dała znać o tym mamie, więc tak też zrobiłam napisałam jej gdzie idę, do kogo, no i, że Dawidek zostaje u cioci. Nie dostałam odpowiedzi no i poszłam, było super nie martwiłam się o brata, pisałam z ciocią, grałam ze znajomymi w fife :) tańczyliśmy słuchaliśmy muzyki. Nagle około 21 zadzwonił mój telefon...

wtorek, 11 października 2016

14. Wyjazd.

Któregoś dnia mama rozmawiała z moim bratem i usłyszałam jak tłumaczy mu, że musi jechać na szkolenie ale szybko wróci. Byłam zdziwiona bo nic mi nie mówiła, no ale pomyślałam, że to nic takiego tylko weekend, ale kiedy zapytałam czy będę mogła pójść na urodziny kolegi, które wypadały w poniedziałek, odpowiedziała, że nie bo jej nie będzie. Jeszcze bardziej zdziwiona zapytałam na ile wyjeżdża i gdzie. Powiedziała, że na 5 dni do Krakowa. Ale... to nie było wszystko, następnego dnia z 5 dni zrobiło się siedem, a jeszcze kolejnego z 7 powstało 10. W końcu byłam zła i powiedziałam, że 10 dni to chyba za dużo jak na szkolenie, odpowiedziała, że nie jedzie na szkolenie tylko gdzieś, mam się nie interesować i że jeszcze nie wie na ile dokładnie. Ostatecznie, mama wyjechała zostawiając mnie praktycznie samą z bratem bo tata pracował do późna. Zostawiła mnie ze 100 zł na 10 dni. Gdyby to 100 zł miało mi starczyć tylko na obiady dla mnie i brata myślę, że by wystarczyło, ale to 100 musiało mi starczyć na obiady głupie drobiazgi typu papier toaletowy czy cukier, karmę dla psa, chrupki dla braciszka który był już nauczony, że codziennie coś słodkiego dostanie, serki, chleb, szynkę, ser itd. Bo mama nie zrobiła zakupów uzupełniających lodówkę przed wyjazdem. Przecież to ja byłam od takich rzeczy. Na początku miałam to jakoś zorganizowane, kupowałam rzeczy na obiad i coś słodkiego dla brata i wydawało mi się że starczy, ale w końcu zaczęło brakować wspomnianych wyżej rzeczy. Mój dzień wyglądał tak, że rano ubierałam braciszka, robiłam mu śniadanie, bawiłam się z nim, ćwiczyłam z nim "zadania" z przedszkola typu liczenie, kolorowanie, pisanie jakichś literek po szlaczkach. Później szłam z nim na zakupy, gdy wracaliśmy puszczałam mu bajki i robiłam obiad. Po obiedzie wychodziłam z nim na plac zabaw i spędzaliśmy tak cały dzień, on miał ubaw, a ja nie siedziałam w domu i czasem się zdarzyło, że ktoś znajomy przyszedł ze mną posiedzieć. Później czasem dzwoniłam do taty, by dowiedzieć się kiedy będzie, chcąc choć ostatnie kilka godzin dnia spędzić ze znajomymi, jako że były to wakacje późno oznaczało naciąganą dla mnie przez tatę godzinę 23, ponieważ zazwyczaj wracał około 21/22. Czasem okazywało się, że akurat gdy ja wrócę do domu tata już będzie więc będę mogła zostawić mu Dawidka i uciec od tego wszystkiego choć na chwilę. I tak w kółko.Około 5 dnia, zadzwoniłam do cioci (przyjaciółki mamy) mieszkającej niedaleko, okazało się, że mama zapewniała ją, że nigdzie nie pojedzie. Więc ciocia była na nią delikatnie mówiąc wkurzona. Zaczęło mi brakować pieniędzy i w kieszeni miałam już tylko 30 zł. Postanowiłam więc postawić na tani obiad czyli frytki zwłaszcza, że Dawidek mnie o nie prosił. Tego dnia tata wrócił do domu wcześniej i natknął się na mnie myjącą naczynia po obiedzie, był zły, że zrobiliśmy sobie z bratem frytki, nigdy nie lubił gdy jedliśmy coś a'la fast food. Trochę mnie to przerosło i płacząc powiedziałam mu tylko, że robię na obiad to na co mnie stać. Nie chciałam prosić go o pieniądze, pracował codziennie, nie miał łatwej pracy remonty, praca fizyczna. No a prawie nic nie jadł, jego jedyny posiłek w ciągu dnia to bułka z sałatką kupioną w biedronce. Tata nic nie odpowiedział. Dodałam tylko jeszcze , że dostałam 100 zł na 10 dni. Następnego dnia pisałam z ciocią o tym jak mi ciężko i, że nie podoba mi się zachowanie matki....

niedziela, 2 października 2016

Mała Prośba :)

Witam wszystkich czytających... no właśnie. Tak sobie myślę czy ktoś to w ogóle czyta :). Oczywiście bloga piszę w dużej mierze dla samej siebie, ale skoro jest on publiczny, a widzę 420 wyświetleń to chyba ktoś jednak zagląda:). Tak jak widzicie po tytule post ten jest prośbą. O co ? Mianowicie o to abyście wy czytający dali mi o sobie znać pisząc komentarze:). Czasem łapie mnie straszna niechęć do pisania, więc świadomość, że jest przynajmniej parę osób które czytają i są ciekawe co dalej, motywowałaby mnie :) Dlatego raz jeszcze proszę o komentarze i pozdrawiam :).

sobota, 1 października 2016

13. Sygnały.

Ta cała sytuacja to było dla mnie za wiele. Nie wiedziałam jak miałabym powiedzieć cokolwiek tacie w twarz bałam się, nie wiedziałam co zrobić. Wiedziałam, że jeśli tata też uważa, że coś jest nie tak z tym nagłym pomyśle o rozwodzie to będzie szukał. Więc stwierdziłam, że zamiast mu mówić po prostu podsunę mu niektóre informacje. Na dzień dziecka mama zabrała mnie i brata z partnerem jak go nazywała do zoo. Robiłam im dużo zdjęć pod pretekstem, że po prostu nie mają ich dużo razem. Wróciłam z bratem do domu pod wieczór a mama pojechała na noc do partnera, tata długo nie wracał, ja w tym czasie wszystkie zdjęcia wrzuciłam na komputer kilka z nich usunęłam wiedząc jednak, że da się je przywrócić. Na następny dzień poszłam z bratem na dwór i byliśmy na dworze długo, kiedy w końcu wróciliśmy do domu z radością mogłam stwierdzić, że na komputerze zostało zrobione przywracanie danych. Oznaczało to tylko jedno, tata znalazł to co zostawiłam. Później dowiedziałam się gdzie mama chowa strój na motor którym jeździła ze swoim partnerem. Kiedy mama kolejny raz zostawiłam mi klucze do pilnowania po prostu zostawiłam je w drzwiach. Wiedząc że tata będzie chciał tam zajrzeć. Nadal robiłam zdjęcia mamy z jej partnerem albo prosiłam by wysyłała mi te które mają. Jednak któregoś dnia powiedziała, że muszę założyć hasło na komputer. Zrobiłam to jak pewnie wiecie przy zakładaniu hasła pojawia się prośba o pytanie pomocnicze wpisałam tylko jedno słowo "cyfry" moim hasłem były cyfry nieparzyste więc 13579. Następnego dnia sprawdziłam czy znów było zrobione przywracanie danych na komputerze i owszem było. Więc mój plan działał. Tata radził sobie z moimi wskazówkami które jednocześnie były zagadkami.

12. Pozew

Mama mieszkała w sypialni, a tata w salonie. Ja z bratem w jednym pokoju. Zawsze gdy mama wychodziła zostawiała mi klucz do jej pokoju, żeby tata nie mógł tam wejść i "czegoś jej ukraść". Za którymś razem... ciekawość mnie poprowadziła. Mama wyszła z domu, zamknęłam za nią drzwi. Wzięłam klucz i stanęłam przed drzwiami do jej pokoju. Długo myślałam czy powinnam to zrobić. "Przecież zobaczy, że coś ruszyłam" myślałam. Ale w końcu włożyłam klucz do zamka i przekręciłam po tym jak raz jeszcze podeszłam do drzwi i przez judasza sprawdziłam czy nikt nie idzie. Weszłam do pokoju, rozejrzałam się, nie wiedziałam od czego zacząć. Bo też nie wiedziałam czego szukam. Trafiłam na zeszyt. Otworzyłam go, były w nim zapiski podpisane groźnie wyglądającym słowem "pozew" tylko data nie pasowała. To były notatki do jakiegoś starego pozwu. Szukałam dalej. I w końcu znalazłam. Pod plastikowymi pojemnikami znalazłam kilka kartek oficjalnego pozwu datowanego na ten właśnie okres, przeczytałam wszystko i były w nim takie niestworzone rzeczy, że nie wiedziałam co myśleć. Jedyne co zdążyłam zrobić nim dorwał mnie szok to zdjęcia. Dokładnie dbając o odpowiednią kolejność i ostrość zdjęć sfotografowałam każdą stronę pozwu. Tego dnia tata wrócił wcześniej n iż mama. Długo siedziałam milcząc w pokoju z bratem przy komputerze. W końcu wstałam i weszłam do salonu tata oglądał telewizje, bez słowa podeszłam i pokazałam zdjęcia, poprosił bym mu je wysłała. Zrobiłam to. Po prostu czułam że treść tego pozwu jest tak nie fair, że nie mogę zrobić nic innego jak tylko pokazać go tacie.

wtorek, 20 września 2016

11. Wskazówka.

Od czasu kiedy dowiedziałam się, o "partnerze" mamy wyciszyłam się i w pewnym sensie zamknęłam w sobie. Tak jak wcześniej ignorowałam większość spraw, tylko dlatego ,że tak lepiej i to sprawa między rodzicami, wtedy ignorowałam to co się wokół mnie działo bo potrzebowałam czasu do namysłu. Wiele nie rozumiałam, właściwie niczego nie wiedziałam na pewno. Tylko podejrzewałam, albo się czegoś domyślałam. Ona to zauważyła, tą moją nieobecność. I Któregoś dnia powiedziała, że mam pójść z nią do sklepu to weźmiemy po drodze psa, bo jedna z nas (czyli ja) poczekam z psem pod sklepem. W drodze do sklepu milczałyśmy, aż nagle ona wróciła do tematu swojego "partnera". Mianowicie powiedziała mi, że to nie zdrada bo ona chce się wyrwać od mojego taty bo nie jest z nim szczęśliwa no a wniosek rozwodowy się tworzy. Nic nie odpowiedziałam, za to ona dodała coś czego się nie spodziewałam. Powiedziała mi, że kiedyś raz zdradziła mojego tatę i popełniła błąd, ale tym błędem nie był sam fakt zdrady, a to, że nie zabrała mnie ze sobą. Jak twierdziła poznała mężczyznę, z którym była szczęśliwa i uciekła z nim do Niemiec zostawiając mnie z tatą. Oczywiście jako kochająca i oddana matka wróciła. Z zamiarem odebrania mnie od taty by dać mi nowe lepsze życie w Niemczech, ale tata mnie nie oddał, a ona nie dałaby rady wyjechać beze mnie więc już została. Jakoś mi się to nie układało... przecież nie pamiętałam nic takiego. Żadnych kłótni na ten temat. Nie byłam więc pewna co o tym myśleć, po prostu odsunęłam to na dalszy plan, no bo w końcu czy prawda czy nie to było kiedyś i to już nie ważne. Postanowiłam skupić się na obecnej sytuacji...

środa, 24 sierpnia 2016

10. Inny mężczyzna.

Rodzice kłócili się w kółko. Już do tego przywykłam. Przywykłam też do ciągłych rozmów o alkoholu. Miałam już 16 lat. Były wzloty i upadki w małżeństwie moich rodziców. Akceptowałam to tak jak było z przyzwyczajenia. W domu panowała okropna atmosfera. W końcu, rodzice przestali spać w jednym pokoju, z inicjatywy mojej mamy. Tata, zaczął czasem pić więcej, więc słowa matki i to co widziałam coraz bardziej uderzało mi do głowy. W końcu mama płacząc oznajmiła mi, że rozstanie się z tatą bo dłużej tak nie może, ten cały jej płacz zadziałał jak potwierdzenie jej słów i upewnienie mnie w myśleniu, że jest naprawdę źle. Zaakceptowałam więc wyjście jakim był rozwód. Mama poprosiła mnie o coś dziwnego pewnego dnia, mianowicie o założenie jej facebooka. Było to dziwne przez wzgląd na to, że ona nawet nie wiedziała za bardzo co to facebook no i nie potrafiła nic zrobić na komputerze, ale cóż. Zrobiłam jej facebooka. Wiedziałam więc jakiego hasła używa. Pozapraszałam jej znajomych z pracy pokazałam i wytłumaczyła co jak się robi. Po jakimś czasie kiedy temat rozwodu dalej był aktualny a tata spał na kanapie w salonie stało się coś dziwnego, co bardzo mnie zabolało, zdziwiło, przeraziło... Mianowicie poszłam do mamy o coś ją zapytać siedziała w łózku z laptopem na kolanach i gdy spojrzałam na ekran szybko wyłączyła czat z pewnym mężczyzną i była bardzo zakłopotana. Zdążyłam zauważyć imię i nazwisko. Parę dni po tym upewniłam się, że nie ma jej w tym momencie na messengerze i... weszłam na jej konto. To co zobaczyłam, sprawiło, że miałam mieszane uczucia wobec wszystkiego. Cóż krótko mówiąc, romansowała z kolesiem, którego znała, jak wynikało z rozmowy, ze szkoły. Nic z tym nie zrobiłam, wszystko jakoś toczyło się dalej, kiedy przychodziłam do niej wieczorami po czasie zauważyłam, że nie pisze już z tym kolesiem. Po tym mama zaczęła dziwnym trafem każdego weekendu wyjeżdżać na "szkolenia z pracy" gdzie wcześniej szkolenie zdażało jej się raz na miesiąc jak nie dwa. Minął może miesiąc i pewnego dnia oznajmiła mi, że ma partnera. Rodzice jeszcze nie byli po rozwodzie, a pomysł rozwodu był tylko właściwie pomysłem. Rozpłakałam się. Uspokajała mnie, że to nic złego, że po prostu chce być szczęśliwa, a z nim jest. Wszystko zaczęło do mnie docierać... powoli.

9. Alkoholik.

Zapytałam mamę, dlaczego tak dużo pracuje, a nie zajmie się Dawidkiem (tak nazywa się mój brat). I powiedziała mi coś co...hmm... na tamten czas przyjęłam bez kwestionowania tego. Otóż powiedziała mi, że mamy coraz mniej pieniędzy bo mój tata pije alkohol i wydaje na niego dużo pieniędzy. Uwierzyłam... i teraz proszę, nie mówcie i nie myślcie, że byłam głupia, wiem to. Ale spójrzcie na to z tej strony. Mama mówi, że tata pije alkohol, a tata wraca z pracy z puszką. Dziecko myśli "Och czyli to prawda ok...". A innego dnia dziecko idzie z tatą do sklepu tata kupuje parę rzeczy na kolacje i piwo, a gdy dziecko prosi o to by tata kupił coś słodkiego ten odpowiada, że w domu są ciastka a on nie ma pieniędzy. Kolejna myśl w umyśle dziecka "to dlaczego nie możesz nie kupić piwa i kupić mi coś słodkiego?". Cóż nie tłumacząc się już więcej. dodam tylko, że teraz rozumiem swój błąd... ale o tym innym razem. Zrozumiałam więc, że tata ma problem z alkoholem i to coś bardzo złego. Choćby z tego względu, że było to powodem kłótni rodziców.

8. Braciszek...

Czas płynął dalej. I w końcu mając 11 lat zostałam siostrą :). Myślałam, że teraz wszystko będzie dobrze. Mam mamę, tatę, brata. Byłam prze szczęśliwa. Często zostawałam z nim sama kiedy mama będąc na urlopie macierzyńskim wychodziła do sklepu czy coś takiego. To w moich ramionach zasypiał po godzinach płakania, kiedy ani mama, ani tata nie wiedzieli, o co chodzi, dlaczego płacze. Oni byli zdenerwowani, a ja spokojna, dzieci to wyczuwają. Byłam dumna z siebie. czytałam mu bajki na dobranoc mimo, że był zbyt mały by coś zrozumieć to uparcie do niego mówiłam, pokazywałam obrazki, albo opowiadałam o tym jak się bawiłam. Chciałam być jak najlepszą siostrą. Rodzice nadal się kłócili i to częściej ale ja byłam zajęta wychowywaniem brata dosłownie. Z czasem jak dorastał mama wróciła do pracy. A ja byłam z nim cały dzień, a więc przewijanie, karmienie, usypianie, spacery to były moje nowe obowiązki, nawet wizyty u lekarza gdy coś się działo. Nie byłam już małą córeczką latającą po podwórku z dziećmi, zostałam wyrwana z dzieciństwa by stać się siostrą, matką, sprzątaczką, kucharką, bo z czasem doszło do moich obowiązków gotowanie obiadów. Nie miałam oczywiście tego za złe mojemu braciszkowi. Ale frustracja zaczęła we mnie rosnąć coraz bardziej.

7.Przekupstwo czy przeprosiny?

Coraz bardziej zaczęłam narzekać na to wszystko, obowiązki kary i tak dalej. I w końcu jak mi się wydawało mama zaczęła to rozumieć i wynagradzać mi to wspólnymi zakupami i tak dalej. Nie były to zwykłe zakupy. To były zakupy po których zazwyczaj byłam naprawdę zadowolona. Jak to możliwe by dziecko nie było zadowolone po zakupach, po których wraca do domu z zabawką czy zupełnie nie potrzebną rzeczą, którą tak bardzo chciało, ale tata mu go nie kupił? Ale zrobiła to mama. I przez to... w  oczach nieświadomego niczego dziecka, tym razem to tata stawał się tym złym, a mama tą lepszą. Więc oddaliłam się od niego jeszcze bardziej. A przylgnęłam, a raczej zostałam przyklejona do mamy...

6.Obiecanki cacanki.

Wspominałam już o psie i to jego użyję by pokazać jak stopniowo wszystko znów zaczęło iść w złym kierunku po incydencie z programista. Otóż pamiętacie pewnie umowę, o której mówiłam czyli mama wychodzi rano i wieczorem ja w ciągu dnia. W końcu przestała dotrzymywać tej obietnicy i już tylko ja wychodziłam z psem na dwór. I to o wiele częściej, przez co właściwie co 5 minut po wyjściu na dwór mama wołała mnie, żebym wyszła z psem. A jeśli tego nie robiłam dostawałam kare, albo w zamian nie mogłam czegoś robić, dostać i tak dalej. Następną rzeczą, która się zmieniła mimo obiecywania mi, że tak nie będzie były moje obowiązki. Miałam wtedy 10 lat i obowiązki w domu były podzielone do moich należało zajmowanie się psem i wynoszenie śmieci. Ale przez to, że mama tak chciała zmieniło się to i musiałam robić coraz więcej rzeczy, na przykład zmywać sprzątać w domu pod nieobecność rodziców. Ale to nie były zwykłe obowiązki dorastającej nastolatki, to było spychanie na mnie jej obowiązków by miała więcej czasu. Wiec gdy rodzice wychodząc do pracy zostawili brudne kubki talerze albo nie pościelone łóżko ja musiałam to ogarnąć, poodkurzać, zetrzeć kurze, umyć podłogę, zrobić zakupy i tak dalej. Więc miałam coraz mniej czasu dla siebie. A za każdym razem gdy prosiłam bym mogła na przykład czegoś nie robić słyszałam "nie". A jeśli po prostu tego nie zrobiłam dostawałam kare. Wydawało mi się to bardzo nie fair tym bardziej, że mama wracając z pracy nic nie miała już do robienia więc co by jej szkodziło np. pozmywać za mnie, żebym mogła wyjść na dwór. Tylko tata mimo, że pracował dłużej niż ona czasem mówił, że mimo tego co powiedział przy kupnie psa, wyjdzie z nim na dwór wieczorem więc mogę iść do koleżanki na noc lub coś podobnego.

środa, 1 czerwca 2016

5. Hacker komputerowy.

Jako jeden z prezentów na  komunię dostałam komputer, oczywiście miał on służyć zarówno tacie mamie i mi, ale był to pierwszy komputer nad którym większą władzę sprawowałam ja.miałam na nim jakieś swoje gry itd. Często jednak się psuł, nic w tym dziwnego kiedy popatrzy się na to w ten sposób, że około 9 letnie dziecko widząc, że ktoś ma taką grę chce sobie też taką ściągnąć i robi to samo. Wiadomo więc skąd mnóstwo wirusów i innych tego typu rzeczy znajdowało się na moim komputerze. Sami nie potrafiliśmy sobie z tym do końca poradzić, bo nawet jeśli komputer pracował już normalnie to przeglądarka była zmieniona. Więc kiedy szukaliśmy kogoś kto zrobiłby to nam po znajomości więc taniej niż u profesjonalisty natknęliśmy się na sąsiada który powiedział nam że jego bratanek zajmuje się takimi rzeczami. Tak poznaliśmy Pawła, programistę. Często nam pomagał by nasz komputer był sprawny. Lubiłam Pawła zawsze się ze mną bawił i wygłupiał jak miał chwilę, a kiedy ładnie poprosiłam instalował mi jakąś "super wypasioną grę której nikt jeszcze nie ma". Któregoś dnia przyszedł naprawić komputer, taty wtedy nie było. Cały siedział w pokoju i majstrował przy pececie. Czasem mama zaglądała do niego albo dawała mu kawy. Kiedy miał już wychodzić zawołał moją mamę by pokazać jej rzeczy w stylu czego teraz nie klikać, a co klikać żeby zrobić to i tamto. Siedząc w salonie słyszałam, że głos ma smutny i zmarnowany, po chwili usłyszałam jak moja mama mówi " daj mi buzi". Od razu wstałam i weszłam do pokoju i faktycznie się całowali. Zaczęłam na nią krzyczeć i ją popychać mówiąc " Mamo! ty kochasz tatę! przecież kochasz tatę!". Próbowała się tłumaczyć, że mama Pawła na niego nakrzyczała i był smutny więc dała mu buziaka w policzek, ale uwierzcie mi to nie był buziak w policzek. Nie wierzyłam jej poszłam do swojego pokoju i zaczęłam oklejać drzwi karteczkami z napisem "Pawłowi wstęp wzbroniony". Zabroniła mi o tym komukolwiek mówić grożąc, ze dostanę taką karę jak jeszcze nigdy...

poniedziałek, 30 maja 2016

4. Pobudka

Pewnego dnia do mamy i taty przyszli znajomi. Jak to ze znajomymi zazwyczaj bywa, na wejściu pokazali zapas alkoholu jaki ze sobą przynieśli. Mama z jakiegoś niewiadomego mi na tamtą chwilę powodu stwierdziła, że nie będzie piła, ale dodała, że mój tata śmiało może sobie pozwolić i nie widzi w tym problemu. Kiedy nie było jeszcze zbyt późno posiedziałam z nimi trochę, a później zostałam wygoniona do swojego pokoju. Położyłam się więc, ale długo nie mogłam zasnąć słysząc ich rozmowy. W końcu odpłynęłam. Mój sen nie trwał jednak długo bo zaraz zostałam drastycznie obudzona przez matkę. Kazała mi natychmiast wstawać i wziąć parę swoich rzeczy do plecaka. Zrobiłam to nie myśląc zbyt dużo wciąż zaspana. Chciałam się ubrać wiedząc, że gdzieś wychodzimy ale nie pozwoliła mi na to. Kiedy ciągnęła mnie do wyjścia widziałam że tata spokojnie śpi na ich łóżku a znajomych już nie ma. Pytałam co się dzieje, dokąd jedziemy, ale na żadne pytanie nie została mi udzielona odpowiedź, zeszliśmy na dół a pod blokiem czekała na nas przyjaciółka mojej matki. Zapakowały mnie do samochodu i ruszyliśmy, w domu jej przyjaciółki położyła mnie spać z jej córkami w łóżku, nie umiałam od razu zasnąć i słyszałam ich rozmowę w kuchni. Z tej właśnie rozmowy dowiedziałam się, że przyjechałyśmy do "cioci" bo niby tata stał się agresywny po alkoholu i gdyby nie znajomi to by  uderzył moją matkę. Zdziwiłam się. Naprawdę. To tak jakby ktoś nagle po latach nauki powiedział mi, że dwa plus dwa to jednak nie jest cztery. W końcu usnęłam. Przez parę dni mieszkałyśmy u cioci. W końcu matka powiedziała mi, że rozmawiała z tatą i to wszystko dlatego, że jego kolega nagadał mu głupot. W drodze do domu co chwile mi powtarzała, że w razie czego mam mówić, że chcę z nią zostać. Nie wiedziałam o co chodzi ze słowami "w razie czego". Co? Co może się stać? Nie wiedziałam tego. Po tej sytuacji znów przez jakiś czas było względnie "ok". Jednak w domu panowała dziwna atmosfera.

sobota, 28 maja 2016

3. Cisza przed burzą.

Później wszystko było właściwie normalnie, rodzice czasem się kłócili, ale zaraz się godzili i było po sprawie. Choć najczęściej kłócili się o mnie. Na przykład o to, że któregoś dnia mama kazała mi posprzątać pokój i zrobiłam to, ale po swojemu. Poukładałam wszystko tak jak mi się podobało, a ona weszła do pokoju i mówiąc, że książki mam źle poukładane zrzuciła mi je z pułki i kazała poprawić. Byłam wtedy chyba jakoś w 1 klasie. Rozpłakałam się z nerwów a tata wszedł do pokoju i zapytał o co chodzi. Powiedziałam mu więc. Na co on poszedł z nią porozmawiać i pokłócili się o to, że tata podważa jej autorytet itd. W końcu się pogodzili, ale przy każdej sprzyjającej sytuacji wypominała mi, że przeze mnie się kłócą. Wzięłam to sobie do serca, naprawdę i starałam się już nie prowokować takich sytuacji. I później było już tylko lepiej. Przynajmniej tak mi się wydawało. Robiliśmy remont mieszkania za remontem. Mój pokój, łazienka, kuchnia, salon, ich sypialnia. Myślałam, że jesteśmy bogaci przez te wszystkie remonty. W końcu nasze mieszkanie było tak śliczne, że każdy kolega lub koleżanka mi zazdrościli. Któregoś dnia mama zrobiła dla mnie coś co dla dziecka w klasie podstawowej było cudowne. Chciałam mieć zwierzaka, konkretnie psa. Tata się nie zgadzał. Mówił, że nie będę się nim opiekować itd. czyli wszystkie rzeczy, których rodzice używają jako wymówki, a mama? Mama przekonała go i dosłownie w 5 minut poszliśmy do bankomatu wybrać pieniądze. Tata się zgodził pod jednym warunkiem, a mianowicie, że on nie będzie wychodził z psem na spacery. Mama od razu powiedziała, że nie ma się czym martwić bo ona będzie wychodziła rano i wieczorem a ja w ciągu dnia. Kupiliśmy cocker spaniela, suczkę. Byłam wniebowzięta i naprawdę wdzięczna mamie. Zaczęłam się coraz bardziej do niej przekonywać. Jednak to wszystko nie trwało zbyt długo...

2. Mama...?

Nie wiedziałam wtedy dlaczego ani po co, ale dziwna pani z nami została. Mieszkała z nami. Na początku... to była po prostu pani. Nie rozumiałam czemu z nami mieszka, ale nie musiałam rozumieć. Jeśli tata jej pozwolił to miał pewnie dobry powód. Lubiłam rysować laurki. Często rysowałam je dla taty, a skoro pani mieszkała z nami to chciałam być miła i rysowałam je też dla niej. Do dziś mam gdzieś jakieś stare ocalałe rysunki podpisane "dla taty i pani" musicie uwierzyć mi na słowo, bo dużo czasu zajęłoby mi znalezienie ich w piwnicy. Po jakimś czasie z przyzwyczajenia do kobiety i ze względu na to że tata mnie do tego namawiał stopniowo zaczęłam mówić do niej mama. Wtedy myślałam, że w końcu jest tak jak być powinno. Miałam mamę i tatę, jak wszystkie dzieci. Jednak mimo wszystko zawsze lepiej dogadywałam się z tatą, jeśli chciałam gdzieś iść, albo robić coś na co potrzebna jest zgoda szłam do taty by go zapytać. Ona nigdy mnie nie rozumiała, nawet się nie starała ani nie próbowała udawać. W tamtym okresie wieczorami przed zaśnięciem nachodziły mnie dziwne myśli typu " a co by było... gdyby mnie nie było?"albo "co będzie jak umrę?" lub też "czy umieranie boli? ja nie chcę umrzeć..." i w końcu przez taki myśli od których nie mogłam się uwolnić zaczynałam płakać. Ona przychodziła i kazała mi przestać płakać i iść spać i o tym nie myśleć, a tata zostawał ze mną w pokoju, albo pozwalam mi z nimi spać, zawsze mi pomagał. Na początku oboje pracowali, ona krócej. W końcu jednak ona przestała pracować, a tata pracował coraz dłużej. Widywałam go coraz mniej, bo kiedy rano się budziłam już go nie było, a kiedy z kolei przychodził po pracy ja już musiałam spać. Wszystko robiłam więc z mamą. Zabierała mnie w różne miejsca. Do swojej babci, która mieszkała na tyle daleko, że musiałyśmy zostać tam na jakiś dłuższy czas, czy do kolegi by popilnować mu domu kiedy on będzie na wakacjach. Pytałam czemu nie mogę zostać z tatą. Odpowiadała, że taty nie ma teraz w ogóle w domu bo pracuje. A jednak kiedy miałam możliwość porozmawiać z nim przez telefon i pytałam czy mogę do niego wrócić odpowiadał, że jasne i że jeśli powiem mamie to mnie przywiezie z powrotem, ale ona wtedy znów mówiła swoje. Czułam, że coś jest nie tak, że oddalam się od taty i nic nie mogę z tym zrobić bo jestem tylko dzieckiem...

czwartek, 26 maja 2016

1. Obca kobieta

Z okresu wczesnego dzieciństwa nie pamiętam zbyt wiele...
... Moją nianią była ciocia - siostra mojego taty. Albo sąsiadka... albo babcia jednego z moich przedszkolnych znajomych. Mój tatuś pracował ciężko, żebyśmy mogli normalnie żyć z pracy wracał możliwie na tyle wcześnie by odebrać mnie z przedszkola nim będę tam ostatnim dzieckiem, jednak nie zawsze się to udawało. Moja rutyna wyglądała tak, 7:00 jako pierwsze dziecko w przedszkolu siedziałam na dywanie tuląc się do plecaka w kształcie pikaczu - mojej ulubionej postaci z pokemonów i czekałam, czekałam na kogokolwiek, na jakieś dziecko by się pobawić lub na panią Bogusię - kucharkę, która zawsze pozwalała mi sobie pomagać w kuchni kiedy mi się nudziło. Za moją pomoc zawsze odwdzięczała mi się tym, że mimo, iż nie miałam wykupionego picia w przedszkolu zawsze przymykała oko i kiedy ładnie poprosiłam nalewała mi pysznego kompotu. Dzień w przedszkolu mijał szybko. I znów czekanie. Nigdy nie wiedziałam kto mnie odbierze. Tata? "Babcia"? Ciocia? Niemal co drugi dzień byłam ostatnim dzieckiem w przedszkolu. Nie miałam tego za złe tacie. Starał się ze wszystkich sił by było mi dobrze. To właśnie mój tatuś co rano robił mi krzywe kucyki do przedszkola. To właśnie mój tatuś pomalował mi 1 raz paznokcie, jak prawdziwy ojciec dobrał kolory zgodnie z barwami naszego klubu... pół paznokcia na niebiesko pół na czerwono. To właśnie mój tatuś robił mi kanapki do przedszkola mimo że miałam wykupione obiady, w razie gdybym byłą jeszcze głodna. Starałam mu się odwdzięczyć i kiedy w żartach prosił bym zrobiła mu kanapkę wkładając w to całą swoją miłość i wdzięczność z precyzją brałam dwie kromki chleba i smarowałam je musztardą. Tak, samą musztardą no bo co innego mogła wymyślić kilkuletnia dziewczynka wiedząca jedynie tyle, że jej tatuś lubi musztardę... ale on dodając mi wiary w siebie jadł je tak się zachwycając, że stało się to naszym rytuałem. Uwielbiałam patrzeć jak je i z uśmiechem dziękuje za najpyszniejsze kanapki na świecie. Myślę, że już w tym momencie... kiedy miałam 3/4 latka urodziła się moja miłość do gotowania. Mimo zmęczenia zawsze kiedy go prosiłam wychodził ze mną na dwór. Chciałam by był ze mnie dumny, które dziecko tego nie chce? Lubił kopać ze mną w piłkę. I tak narodziła się moja kolejna pasja piłka nożna. Chciałam by widział że mimo bycia dziewczynką z metra ciętą dam radę. i grałam z dużo starszymi. Nauczyłam się. I kiedy wychodziłam z tatą na boisko widziałam jego uśmiech kiedy podawałam  piłkę większą od mojej głowy celnie do niego. Teraz kiedy wchodzę na boisko niejeden chłopak nie potrafi z  piłką tego co ja. Jednak po kolei. Byłam mała... słyszałam inne dzieci używające dziwnego słowa... "mama". Pytałam gdzie ona jest? Kiedy ją zobaczę? Wróci? Nie wiedział jak mi to wytłumaczyć i na wiele pytań sam nie znał odpowiedzi. W końcu dałam spokój, przestałam się martwić o to kim jest "mama" i gdzie ona teraz jest. Kiedy tata miał wolne leżeliśmy razem długo w piżamach ,oglądał ze mną bajki, wygłupiał się. Po prostu był. I któregoś dnia ktoś zapukał do drzwi. Tata wstał i otworzył, wpuścił do domu kobietę ubraną w jasne jeansy i niebieską bluzę, włosy miała związane w kucyk. Bałam się obcych. Byłam wstydliwym dzieckiem na tym etapie mojego życia. Na środku naszego salonu była kolumna schowałam się za nią, a dziwna kobieta szepnęła "nie bój się" uśmiechnęła się krzywo i wręczyła mi tabliczkę czekolady. Nie wzięłam jej jednak od niej. Wzięłam dopiero tą samą tabliczkę czekolady podaną mi przez tatusia. Kobieta usiadła z nim i rozmawiali, a ja zajęłam się czekoladą i bajkami...

środa, 25 maja 2016

Witaj świecie!

Kimkolwiek jesteś witam cię na moim blogu. Tutaj dowiesz się jak na wszystko patrzy 17-letnia uczennica technikum gastronomicznego. Opowiem ci swoją historię od samego początku, aż do teraz. :) Spojrzysz na świat moimi oczami w różnych etapach.... zaczynając od dziecka, które wierzy we wszystko co się mu powie, kończąc na kobiecie, która sama ocenia to co dzieje się wokół niej. Mam nadzieję, że mimo moich błędów początkującej blogerki wyniesiesz jakieś korzyści z trafienia na mojego bloga. :)